• Wpisów:3
  • Średnio co: 174 dni
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 00:53
  • Licznik odwiedzin:427 / 698 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
O co kurna chodzi w życiu? Być dobrym, nie kłamać, przebaczać, czy stawiać na swoim, obgadywać kogo się da, nie pomagać innym i w ogóle lać na to wszystko. Ja już nie wiem.
Wkurzyłam się dzisiaj, więc wstęp taki a nie inny. Ale mimo, że się wkurzyłam, to i tak spokojna jestem. Taki charakter. Spokojna, cicha...niech inni tracą nerwy na krzyk.
Wracając do mojego życia:
urodziłam wymarzonego synka..pierwsze załamanie szybko minęło, ale dobił mnie nakaz lekarzy, że skoro urodziłam przez cesarskie cięcie to muszę odczekać minimum dwa lata, żeby starać się o kolejne dziecko Załamka. Jako, że po roku czułam się super, nic mnie nie bolało i bardzo chciałam szybko dla mojego urwisa postarać się o rodzeństwo to zaczęliśmy próby. Po prostu, nic na siłę, będzie to będzie, nie to nie. Ale minął rok i nic. Synuś skończył dwa latka i nic. Poszłam do lekarza. A on mi na to:
Karmi pani piersią i nic z tego. Ok. Okazało się, że mam bardzo wysoki poziom prolaktyny, właśnie od dokarmiania małego. Odstawiłam go od piersi...nawet łatwo i bez płaczów po pół roku prolaktyna spadła i zaszłam w drugą ciążę.
Fajnie? No cudownie Tylko, ze od początku coś było nie tak. Miałam dziwne przeczucia, bo za miast mdłości ciągle bolał mnie żołądek. Na prawdę bolał. Brzuch mnie ciągle bolał jak na okres. Byłam prywatnie na usg w 6 tygodniu i lekarz stwierdził, że wszystko ok. Nie muszę brać żadnych tabletek i w ogóle niczym się nie przejmować. Ale bóle trwały. Aż do 10 tygodnia ciąży. Kiedy to w sobotę rano zobaczyłam krew...
 

 
Życie mnie rozczarowuje.
Nie cały czas, ale ostatnio nic nie układa się po mojej myśli.
A zaczęło się pięknie. Bo nie narzekałam. Pracowałam (i pracuję) w budżetówce - no dobra - pensje tu nie są fajne, ale stała praca na czas nieokreślony, godziny pracy do przyjęcia i takie tam...
Miłość od pierwszego wejrzenia! Tak, tak...poznałam mojego "przyszłego" męża i po pierwszej randce powiedziałam mojej mamie, że to będzie mój mąż. Ech, co to były za czasy
Ślub, kredyt na mieszkanie (no bo jakby inaczej) - jest ok.
Na dwa miesiące przed ślubem stwierdziliśmy, że zaczniemy się starać o dziecko. Wiecie, najmłodsi nie byliśmy (28 lat) to myśleliśmy, że zanim się uda to pewnie kilka miesięcy to potrwa..
No i oczywiście udało się za pierwszym razem Szczęście było OGROMNE!!!!!
No i życie zaczęło powoli mieszać w moich - naszych planach...A może ja jestem jakaś głupia. Ale wiecie, miałam swoje plany na życie i co chwilę muszę je korygować. Wy też tak macie?
No ale poopowiadam dalej...
Jestem wysoka, mam szerokie biodra i bólu się nie boję i bardzo, ale to bardzo chciałam urodzić naturalnie - sama. Poród się zaczął, skurcze bolesne jak cholera cały dzień, w końcu rozwarcie pełne i koniec. Już nie miałam siły, między skurczami mdlałam, a synuś nie chciał wyjść. Decyzja o 4 rano - cesarka. Musiałam się zgodzić.
Boże - nie mogłam sobie tego darować. Nie czułam się prawdziwą kobietą - matką Płakałam i nie mogłam sobie tego przetłumaczyć w żaden sposób. No pewnie wiele z was pomyśli - wariatka. No może. W końcu położna na mnie "nakrzyczała", że powinnam Bogu dziękować, że synek zdrowy, że jesteśmy cali razem w domu i że jest ok. Bo mogło sie wszystko źle skończyć. No i jakoś mi wtedy przeszło. No bo to prawda. Synek duży, zdrowy, ja szybko dostałam pokarmu i karmiłam go piersią - przez 6 miesięcy tylko piersią. A potem półtorej roku dokarmiałam.
No i za to jestem wdzięczna ogromnie. Mam syna, który za dwa miesiące kończy 3 latka Kocham go najbardziej na świecie!
Ale, ale...życie dalej zaczęło stawiać na swoim i moje dalsze plany znów przekreśliło. Ale to już w następnym poście...